czwartek, 22 października 2026

Kac po Sandecji - 4:3 zdarza się raz na kilka sezonów.

Wynik 4:3 w piłce nożnej pada niezmiernie rzadko. Częściej w hokeju. 



Dlatego zapada w pamięć.  Ja szukałem w pamięci takiego meczu, ale przyznaję, że nie byłem w stanie od razu takiego znaleźć. Niektórzy z Was mogą go pamiętać, zwłaszcza jeżeli byli na meczu z Mustangiem w Ostaszewie w 2018 roku, siódmego października. Gole z naszej strony Dawid Deresiewicz, Krzysztof Urtnowski (właśnie został trenerem jednego z naszych rywali - Sokoła Kleczew) oraz Sergiusz Kot. Tamten sezon zakończył się naszym awansem do IV ligi. 

 Pogrzebałem mocniej w bazie danych i znalazłem cztery takie wyjazdowe spotkania.

Pierwszy taki przypadek w ligowych spotkania Zawiszy znalazłem w sezonie 88/89 kiedy to w II lidze ulegliśmy we Wrocławiu ze Ślęzą 4:3 (bramki z naszej strony Piotr Nowak  i Jacek Kot x 2).  Mecz odbył się pierwszego października. Warto podkreślić, że cały sezon także zakończył się historycznym awansem do I ligi (wtedy najwyższa liga w PL) , gdzie spędziliśmy kilka radosnych sezonów.

Drugi taki przypadek miał miejsce w sezonie 2004/05 kiedy to ulegliśmy 4:3 Włocłavii. Gole z naszej strony: Wojtek Ruczyński x 2 (gwiazda  Hyrox ;)  oraz Michał Łuczak ( prawdziwa legenda tamtej IV-ligowej dekady)




No i teraz 4:3 w Nowym Sączu, po golach Mikołaja Staniaka (asysta Jakub Łukowski),  Mateusza Stępnia (asysta Wojciech Szumilas) i Filipa Kozłowskiego (asysta Stępień ? ). Każdy z nich zdobyty dokładnie w takim stylu, w jakim mają we zwyczaju strzelać. To pokazuje, że działają wypracowane schematy. 

Co ciekawe trzy z czterech meczów zakończonych takim rezultatem odbyły się w październiku...

Ciekawe czy obecny sezon także zakończy się awansem ;) No dobra, głupio wypowiadać te słowo na 'a' gdy zespół jest w dolnej części tabeli, ale moim zdaniem szanse na awans są spore i zależą od tego w jakiej formie będziemy w czerwcu, gdy przyjdzie czas barażów. 

Nie wiem czemu. ale dla mnie pierwsze skojarzenie po tym meczu , to był wyjazd do Sosnowca w 2009 roku. Wtedy walczyliśmy z Zagłębiem o utrzymanie i to my przychyliliśmy po ciekawym meczu szalę zwycięstwa na swoją korzyść (3:4). Gole z naszej strony Szymon Maziarz x 2 , Marcin Tarnowski i zwycięski gol Rafała Piętki. 

OK, teraz przegraliśmy w doliczonym czasie gry. To jest spora różnica. Kibice mają prawo do niezadowolenia. Może ja jestem jakiś dziwny, ale nie bolała mnie jakoś bardzo ta porażka. Bardziej byłem dumny z tego co pokazała nasza drużyna. Te emocje, cały ten spektakl, były fantastyczne. No nie da się, żeby oba zespoły wygrały jeden mecz, ale oba pokazały naprawdę dobrą piłkę, skutczność w ofensywie i zangażowanie. 

Szkoda, że kończyliśmy mecz w osłabieniu, gdy Michał Cywiński praktycznie przez 10 minut ciągnął nogę za sobą i został przesunięty do przodu. To właśnie wtedy traciliśmy kluczowe gole. Trochę zabrakło mi na konferencji prasowej, żeby trener lekko uderzył się we własną  pierś, być może nie musiał wykorzystywać limitu zmian w 75 minucie. Może dało się to inaczej rozegrać. Ale trener też ma prawo do błędu jak każdy inny członek drużyny.  Swoją drogą nie sądzę, żeby Michał Cywiński był w stanie grać w piątek, a za kartki pauzuje Radek Kanach. Ciekawe jak będzie się prezentował środek pola w piątek z Sokołem.


Nie wiem jak wy, ale ja lubię sobie przed meczem wybrać jednego czy dwóch zawodników, na których zwracam największą uwagę. 

Dla mnie najciekawszą do obserwacji postacią w tym meczu był Maciej Żurawski z Torunia, który jest jednym z lepszych pomocników wywydzących  się z naszego regionu. Żurawski gra z "szóstką" na koszulce. Niestety to właśnie on miał spory udział przy pierwszym golu dla rywala, który odblokował Sandecję. Podwoił presing na trzydziestym metrze od naszej bramki i chwilę później Marko Kolar płaskim strzałem przy słupku dał gola gospodarzom.


Gwiazdami meczu byli też zmiennicy. Filip Piszczek, znany głównie z występów w Ekstraklasie w barwach Cracovii, od 2022 roku zaliczył 3-letnią przygodę we Włoszech  i Japonii i rok temu zameldował się w Sandecji w Betclick 2 lidze. W spotkaniu z Zawiszą pokazał sqoją jakość, bo miał ze 3 sytuacje, a dwie, niełatwe, zamienił na 2 gole. To jest właśnie jakość zawodnika. Może być w gorszej formie, może mieć kryzys, ale nigdy nie wiadomo kiedy znowu błyśnie. Niestety dla nas miało to miejsce właśnie w niedzielę. 

Dla nas strzelali Stępień i Kozłowski , którzy wchodzili z ławki. Naprawdę dużo było jakości w ofensywie w końcówce tego meczu, a znacznie mniej w defensywie. Chyba emocje wzięły górę nad wyrachowaniem i dyscypliną. No i ta nieszczęsna kontuzja Cywińskiego..... Gdyby było nas jedenastu zdrowych , to może my byśmy byli w ich polu karnym w tej 92 minucie? W piłce czasami tak niewiele dzieli zwycięstwo od porażki... .

Mecze z wynikiem 4:3 w Bydgoszczy też się zdarzały czterokrotnie. Ostatni raz na zapleczu Ekstraklasy. gdy w marcu 2012 rywalizowaliśmy z Olimpią Grudziądz. Oj...  smakowało to zwycięstwo. Co ciekawe, tamten sezon zakończył się awansem do Ekstraklasy. 

Zawisza ma już na koncie grubo ponad dwa tysiące spotkań, a wynik 4:3 padł tylko 8 razy. To zaledwie jakieś 4 promile...... 


Już jutro, w piątek Zawisza - Świt. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz