Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spółka WKS Zawisza 2009. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spółka WKS Zawisza 2009. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 lipca 2016

Odbudowa Zawiszy degradowanego do B-Klasy wlaśnie się zaczyna.

Ten wpis będzie trochę bardziej osobisty. Rusza odbudowa Zawiszy i jest to dobry moment na swojego rodzaju "rachunek sumienia". Ale po kolei. W 2009 roku, bo o tych czasach tym razem będzie, ważyły się dalsze losy Zawiszy. Klub po awansie do II ligi utrzymał się w centralnych rozgrywkach, a co ważne tworzyli go zawodnicy prawie w całości będący wychowankami klubu lub związani z regionem. To jest wizytówka tego zespołu w pigułce:


źródło: futbolwliczbach.pl
Tylko Krzysztof Suchecki i dwaj ciemnoskórzy panowie byli spoza regionu.

Gdy patrzę dzisiaj na ten zespół, to ciągle ze sporą dumą, bo od tamtej pory nikomu w naszym regionie nie udało się zbudować zbliżonego poziomem zespołu opartego na zawodnikach z regionu. Piszę o tym nie przez przypadek, bo jest to związane z dwiema zupełnie innymi wizjami funkcjonowania klubu, które się wtedy ścierały i pewnie jeszcze nie raz będą się ścierały: dalsza gra seniorów w strukturach SP Zawisza z naciskiem na szkolenie młodzieży lub miejska spółka zakładająca szybki awans do wyższych klas rozgrywkowych, na miarę realizacji ambicji sportowych Bydgoszczy, ósmego największego miasta w kraju.

Wizja numer 1: Praca u podstaw i oparcie siły zespołu na wychowankach i graczach z regionu.

W ramach tej wizji zespół seniorów miał kontynuować rozgrywki w ramach Stowarzyszenia piłkarskiego Zawisza, a wzrost poziomu rozgrywkowego miał następować poprzez wyszkolenie kolejnych dobrych pokoleń piłkarskiej młodzieży. Ówczesny Zarząd SP Zawisza, w pracach którego miałem zaszczyt uczestniczyć oczekiwał od miast wsparcia tego projektu w wysokości około 1/3 budżetu, była to kwota nie przekraczająca jednego miliona złotych rocznie. Druga część przychodów pochodzić miała z wpływów z biletów i dnia meczowego, a trzeci filar stanowić miały wpływy od reklamodawców. W tamtym okresie z Zawiszą współpracowało kilkadziesiąt lokalnych podmiotów, co dawało podstawy do zaplanowania takich wpływów. Jednak władze miasta nie były gotowe do wsparcia tego projektu. Bez tego wsparcia finansowego trzeba było liczyć się z możliwym spadkiem do III ligi. Takie były twarde realia. Wtedy wydawało się to katastrofą. Dzisiaj wraca jednak to pytanie czy może jednak warto było pójść tą drogą cierpliwej "pracy u podstaw"? Przecież w efekcie idąc na skróty trafiliśmy do 8 ligi?

Władze SP Zawisza nie marnują czasu.Są już stroje na przyszły sezon i zastępcze boisko.

Wizja numer 2: Miejska spółka, wizja szybkiego awansu, przejęcie finansowania i odpowiedzialności za klub przez miasto Bydgoszcz.


Ta wizja wiązała się z podjęciem sporego ryzyka, którego mieliśmy świadomość. Zarządzanie klubem i zespołem seniorów miało trafić de facto w ręce urzędników, którzy do piłki nie mają przecież pasji. Mimo wszystko miasto Bydgoszcz wydawało się solidnym gwarantem trwałości tego projektu, bo przecież trudno było sobie wyobrazić władze miasta, które dopuszczają do obecnej sytuacji. Zabezpieczone zostały w statucie spółki barwy klubu i możliwość wyprowadzenia go z miasta. Zakładaliśmy możliwość sprzedaży klubu prywatnemu podmiotowi, a to często dla klubów piłkarskich kończyło się plajtą, bo wokół polskiej piłki krąży zdecydowanie więcej złotoustych oszustów niż poważnych inwestorów. Przeważnie te kluby po plajcie zaczynały jednak granie od poziomu swoich rezerw. Przeważyła wtedy opcja powierzenia klubu miastu. Przyznaję, że mimo oczywistych wątpliwości popierałem ją. Miałem wtedy większą wiarę w Bydgoszcz. Zaufaliśmy władzom Bydgoszczy. Zabrakło mi wyobraźni, że władze miasta mogą tak zaniedbać nadzór nad spółką a na koniec działać w celu unicestwienia swojej dobrze rozpoznawalnej marki, którą powinny przecież pielęgnować. Nie mamy ich w końcu tak wiele. Za ten brak wyobraźni płacimy dzisiaj wysoką cenę.

Powierzając Zawiszę miejskiej spółce zrobiliśmy błąd. Władze Bydgoszczy nie okazały się gwarantem stabilizacji. Dwa lata spędzone przez Zawiszę w Ekstraklasie nie są warte obecnej degradacji do 8 ligi. W piłce ważna jest stabilizacja. Całe pokolenia młodych piłkarzy tracą obecnie możliwość kontynuacji piłkarskiego rozwoju na Gdańskiej, bo B-klasa, A-klasa, czy okręgówka dla wielu z nich takiej możliwości nie będzie stanowić.


Dzisiaj myślę, że rację mieli ci, którzy opowiadali się za kontynuacją rozgrywek seniorów Zawiszy w ramach Stowarzyszenia. Może utrzymalibyśmy tą II ligę, może wzmocnieni kolejnymi wychowankami walczylibyśmy o dalsze awanse?  Może mielibyśmy przez te wszystkie lata dobrą atmosferę na trybunach i tysiące kibiców? Może.... Tego się już nie dowiemy. Podjętych decyzji nie da się jednak cofnąć. Można jednak wyciągnąć wnioski na przyszłość.

W przypadku bydgoskich urzędników trzeba się liczyć z dowolnie absurdalną decyzją nie wyłączając działania na szkodę własnych, bydgoskich marek. 


Mamy w Bydgoszczy często tendencje do szukania przyczyn swoich niepowodzeń u sąsiadów ze wschodu czy w Warszawie. Ale skoro prezydent Bydgoszczy potrafi aktywnie działać w celu zniszczenia jednej z ważnych bydgoskich marek, to jak to miasto może funkcjonować w innych obszarach. Gdzie są w tym czasie  bydgoskie elity? Gdzie Rada Miasta. Za chwilę Zawisza Bydgoszcz, klub z 70-letnią tradycją, który spędził większą część swojej historii w centralnych rozgrywkach, będzie grać domowe spotkania w pod bydgoskiej gminie. To przechodzi ludzkie pojęcie. Gdzie są lokalne media?

My nie mamy w Bydgoszczy prawdziwych elit. 


To jest prawdziwy powód naszych licznych niepowodzeń. W mieście posiadającym silne własne elity, takie rzeczy nie byłyby możliwe. To miasto jest upośledzone, dzisiaj widać to jak na dłoni.

Władze miasta demonstrujące obecnie niezmiernie niski poziom intelektualny, czują się zupełnie bezkarne. To nie mogło by się zdarzyć w żadnym innym dużym mieście. To jest możliwe tylko w Bydgoszczy. Niszczenie własnych marek własnymi rękoma.

Długa lista bydgoskich marek, które zostały zniszczone.


Kiedyś dziwiłem się jak w czasach transformacji ustrojowych mogło upaść tyle bydgoskich marek. Romet, Eltra, Befana, Formet, Makrum, Zakłady Graficzne, Zakłady Papiernicze, Żegluga Bydgoska, ostatnio Zachem... znacie tą litanię. Nie starczyło by strony, żeby wymienić całą listę bydgoskich marek, których nie udało się uratować. Powód jest dokładnie ten sam. My nie mamy w Bydgoszczy silnych, intelektualnych elit. Dzisiaj nie dziwi mnie zupełnie stan tego miasta. Nie może być inny. Nie tylko kierują nami ludzie bez wizji. Oni potrafią sami włączyć się destrukcję tego co jeszcze zostało. To jest przerażające. Jak żyć w takim mieście?

Kiedyś z upadkiem każdego z tych potężnych zakładów wiązały się setki czy tysiące dramatów ludzi zostających bez pracy, pozostawionych samym sobie.
Dzisiaj demontaż Zawiszy Bydgoszcz dotyka kilku setek bydgoskich dzieci, które straciły właśnie cel do którego dążyły przez wiele lat, któremu poświęcały wiele wysiłku, wyrzeczeń. Zostali na lodzie. Tym celem nie jest trenowanie w MUKS-ie, żeby potem zasilić np. Wdę Świecie, czy Elanę Toruń, jak będą mieli szczęście. Oni wszyscy chcieli grać dla Zawiszy. Marzyli o tym momencie kiedy wyjdą na boisko na swoim stadionie i będą grali dla tysięcy bydgoskich kibiców. Prezydent Bydgoszczy zrobił wszystko, co się dało, żeby te marzenia stały się dzisiaj niemożliwe do spełnienia. Prezydent Bydgoszczy chciał pewnie zrobić na złość  pewnie komu innemu, ale najbardziej zaszkodził właśnie im.

Co czują dzisiaj te dzieci? Czy będą chciały w przyszłości wiązać swoją przyszłość z miastem, które tak potraktowało ich marzenia? Piękna lekcja krzewienia bydgoskiej tożsamości, nie ma co. Wielu zostało z niej zapewne wyleczonych skutecznie takimi działaniami.

Cały czas wszystko zależy od kaprysu jednego człowieka. Wystarczy kilka telefonów i Zawisza zagra w sierpniu w IV lidze na własnym stadionie. Ale prywatna zemsta i urazy są ważniejsze niż przyszłość Zawiszy, ważnej bydgoskiej marki.




Niedawno prezydent Rafał Bruski w wywiadzie dla Gazety Wyborczej przypisał sobie 5% winy za obecną sytuację. Miał jednak na myśli pewnie sytuację samej spółki, utratę I-ligowych rozgrywek. Nie mam zamiaru polemizować z tymi 5% procentami. Warto jednak podkreślić, że będzie on miał 100% winy za to, że Zawisza Bydgoszcz nie wystartuje w IV lidze i że będzie tułał się po okolicznych gminach, grając w B-klasie. To już jest jego osobista zemsta z bardzo niskich pobudek. Nie potrafi się on wznieść ponad poziom osobistych uprzedzeń w imię ratowania największej bydgoskiej piłkarskiej marki i ratować co się da. Zamiast tego zablokował dostęp Zawiszy Bydgoszcz do stadionu Zawiszy Bydgoszcz.

Sprzedając miejskie akcje klubu Radosławowi Osuchowi prezydent Bruski popełnił błąd, ale nie myli się tylko ten kto nic nie robi. Brak nadzoru nad pieniędzmi przekazywanymi spółce grającej na miejskich obiektach, to już gorsza sprawa. Ale może tak się w tym mieście wydaje publiczne pieniądze i nikt się nie doczepi. Obecnie jednak prezydent Bydgoszczy działa z premedytacją na rzecz degradacji Zawiszy do 8 ligi. To już jest rzecz, której nie potrafię zrozumieć, i wątpię żebym kiedykolwiek zrozumiał.

Nie przepadam za żużlem. Nigdy mnie to nie kręciło. Ale jako prezydent Bydgoszczy nigdy bym się nie odważył działać na szkodę żużlowej Polonii, bo to jest ważna bydgoska marka. To powinien być wystarczający powód dla władz miasta, żeby stwarzać jak najlepsze warunki do umacniania tej marki. Podobną troską bydgoskich elit  powinna być otoczona największa piłkarska marka Bydgoszczy i regionu. Taką troską powinna być otoczona każda bydgoska marka, jeżeli Bydgoszcz ma być postrzegana jako dobre miejsce do życia. 

 Pies ogrodnika.


Aktywność mieszkańców powinna być doceniana i wspierana przez władze. To właśnie aktywność mieszkańców stanowi o sile lokalnych społeczności. Dzisiaj mamy taką sytuację, że zespołu seniorów nie chce prowadzić powołany do życia MUKS, nie chce prowadzić CWZS. Podmiotem, który wyraził gotowość podjęcia się tego zadania, załatwienia sponsorów, zawodników, całej organizacji klubu jest Stowarzyszenie Piłkarskie Zawisza, społeczna organizacja mieszkańców Bydgoszczy, oparta od lat na społecznej pracy jego członków. Prezydent Bydgoszczy nie chce jednak żeby to obywatele Bydgoszczy za darmo , w ramach społecznej aktywności zajęli się tym zasłużonym klubem.
Typowy pies ogrodnika. Sam nie zje, ale innemu nie da. Niech stadion za 100 milionów PLN stoi pusty. Dziwne jest to miasto.

Zmiana nazwy stadionu po wyborach. 

Jedną z pierwszych decyzji świeżo upieczonego prezydenta Rafała Bruskiego w 2010 roku zaraz po wygranych przez niego wyborach była decyzja o przywróceniu nazwy stadionu Zawiszy. Nowy prezydent pamiętał i doceniał poparcie w wyborach, jakiego doświadczył ze strony piłkarskiego środowiska Zawiszy.

Być może jedną z pierwszych decyzji nowego prezydenta Bydgoszczy będzie powrót Zawiszy Bydgoszcz na stadion w Bydgoszczy. Historia lubi pisać ciekawe scenariusze. Bez wątpienia tułaczka Zawiszy po okolicznych wioskach stanie się jednym z wątków najbliższej samorządowej kampanii wyborczej. Tym razem aktywnie włączą się nie tylko "kibole", ale też kibice Zawiszy pozbawienia możliwości oglądania występów swojego zespołu na swoim stadionie. Będzie gorąca kampania. Tym razem nikt nie będzie się oszczędzał, bo świadomość konsekwencji złych wyborów będzie boleśnie realna dla tysięcy bydgoszczan lubiących po prostu piłkę i pragnących na swoim stadionie piłki na poziomie odpowiadającym wielkości i potencjałowi miasta.

Wygląda na to, że kolejny raz prezydentowi Bydgoszczy uda się wyzwolić nowe pokłady społecznej aktywności wyborczej. Szkoda, że w taki absurdalny sposób. W Bydgoszczy bez zmiany. Giniemy w gęstych oparach absurdu.

poniedziałek, 23 listopada 2015

"Zmienne koleje losu" - Zawisza Bydgoszcz w latach 1961-1972

Dwóch niestrudzonych i upartych ludzi: Zenon Greinert i Karol Tonder wydało właśnie przy wsparciu Stowarzyszenia Piłkarskiego Zawisza kolejną niesamowitą książkę o historii Zawiszy Bydgoszcz obejmującą lata 1961 - 1972.



Trochę zebrało mi się na wspomnienia, więc napiszę dzisiaj o tym jak zaczęła się moja przygoda  z Zawiszą , a przy okazji jak poznali się obaj autorzy powyższej publikacji.


Kilka lat temu,  w 2002 roku  klub wywodzący się ze struktur wojskowych, przez dziesięciolecia związany z dowództwem Pomorskiego Okręgu Wojskowego, utracił kilka lat wcześniej swoje tradycyjne finansowe podstawy i zmierzał po równi pochyłej w piłkarski niebyt. Pozbawiony był wsparcia władz miasta, zapomniany przez media. Ale nie zapomnieli o Zawiszy kibice. Tysiące wspomnień, niezapomnianych przeżyć nie pozwalało kibicom Zawiszy odpuścić. W 2003 roku założyli Stowarzyszenie Piłkarskie Zawisza. W tamtym czasie wiele prywatnych osób zaangażowało się w odbudowę piłkarskiego Zawiszy Bydgoszcz, który znalazł się w V lidze, a następnie przez kilka lat w IV lidze.

Miałem okazję bliżej przyglądać się temu procesowi i brać w nim udział kilka lat później. Zawisza przechodził kilka prób "przeszczepów", ale żaden się nie przyjął. Kolejno KP Konin, fuzja z Chemikiem, a potem tzw. "Hydrobudowa" z Włocławka, wygenerowały sporo zamieszania. Mało kto zdawał sobie sprawę, że w V lidze gra klub, który jest kontynuatorem kilkudziesięciu lat tradycji WKS Zawisza, a jego najwierniejsi kibice nigdy nie zaakceptowali wspomnianych prób przeszczepienia na Gdańską innych klubów, grających w wyższych ligach. Ja nie należałem do tego grona. Na Zawiszę chodziłem jako dziecko z ojcem, a potem przez wiele lat nie miałem z klubem nic do czynienia. Gdy w Bydgoszczy pojawiła się II ligowa "Hydrobudowa" gazety pisały, że to Zawisza. Nie miałem wtedy zbytnio wiedzy o kulisach przenosin tego klubu na Gdańską i czasu by to zbytnio zgłębiać. Po kilku miesiącach zrozumiałem. Czułem złość i sporą niechęć do takiego manipulowania ludzkimi emocjami.

Studiowałem wtedy informatykę, więc w ramach uczenia się obsługi baz danych stworzyłem swoją bazę danych, która pierwotnie miała jedynie zebrać i pokazywać dokonania tego oryginalnego Zawiszy, bez narzutu wspomnianych przeszczepów. Zawisza był wtedy liderem tabeli wszech czasów, więc moim marzeniem stało się całkowite odtworzenie historii II ligowych rozgrywek (wtedy na zapleczu ekstraklasy grała po prostu II liga). Wkręciłem się całkowicie w Zawiszę. Zacząłem się pojawiać na zebraniach SP Zawisza.  Spojrzałem w oczy ludziom, którzy walczyli przez wiele miesięcy z Hydrobudową chociaż miałem świadomość co myślą o takich jak ja. Wiedziałem, że różnie to się może potoczyć, zwłaszcza, że emocje były dość świeże, ale nie potrafiłem już odpuścić sobie Zawiszy. Po kilku miesiącach wszedłem do  zarządu stowarzyszenia.

To były niesamowite czasy. Najpierw był ten niesamowity sezon 2007-2008. Żeby awansować do reorganizowanej II ligi zachodniej trzeba było wygrać rywalizację w IV lidze i przebijać się przez baraże. Już ta pierwsza część zadania nie była prosta, bo intensywne "zbrojenia" rozpoczęła właściwie równolegle Olimpia Grudziądz. IV ligę udało się wygrać z Olimpią zaledwie o włos, lepszą ilością bramek strzelonych na wyjeździe (pamiętne 2:2 w Grudziądzu). W barażach pokonaliśmy mistrza IV ligi z opolszczyzny i po wielu latach udało się wrócić na centralny szczebel rozgrywek. To był sezon, w którym nie opuściłem żadnego wyjazdu. Nigdy przedtem ani potem nie udało mi się tego powtórzyć. IV liga, to były relatywnie krótkie wyjazdy, a mecz barażowy w Leśnicy to wisienka na torcie, której nie chciał już nikt odpuszczać. Jechało na opolszczyznę wiele autokarów z naszymi. O samym tym wyjeździe i o tym jak urządziła nas policja można by napisać osobny tekst, ale w końcu w II połowie udało się nam dostać w pobliże obiektu, na którym lały się za chwilę szampany.

Byliśmy w niebie.  Zawisza grał zaledwie na trzecim szczeblu rozgrywek, w II lidze zachodniej, ale każdy mecz był prawdziwym świętem po całym tygodniu ciężkiej pracy. Na stadion przychodziło po kilka tysięcy osób, a o fantastycznych oprawach przygotowywanych przez ultrasów i o fanatycznym dopingu na trybunach bydgoskiego Zawiszy zaczęło się już robić coraz głośniej w kibicowskiej Polsce. Kolejne ekipy przyjeżdżały tu z dużą ciekawością i były świadkami ogłuszającego dopingu z legendarnej trybuny B. Żyliśmy życiem tego zespołu, śledziliśmy każde lepsze lub gorsze kopnięcie piłki, każdy najmniejszy nawet zalążek ciekawej akcji. Kibicowska populacja odradzała się z każdym miesiącem. Ludzie opowiadali sobie na mieście o fantastycznej atmosferze na meczach i wciągali swoich znajomych. Byliśmy ewidentnie na fali wznoszącej.

II liga to jednak spore wyzwanie finansowe. A marzenia nie kończyły się na II lidze. Wszyscy byliśmy przekonani, że miejsce Zawiszy i ósmej pod względem populacji w kraju Bydgoszczy jest w piłkarskiej elicie. Trzeba było podejmować trudne decyzje. Przygotowywaliśmy przekazanie II ligowej drużyny spółce z większościowym udziałem miasta. To był trudny czas. Świadomość ryzyka związanego z przekazaniem zarządzania klubem miastu mieszała się z nadziejami na dalszy rozwój klubu, możliwość grania wychowanków bydgoskiego Zawiszy w Ekstraklasie czy I lidze.

Zawiszę wspierało w tym czasie kilkudziesięciu lokalnych przedsiębiorców, ale i tak na spotkaniach zarządu ciągle zastanawialiśmy się czy nie wycofać z rozgrywek zespołu rezerw, albo skąd wziąć kilkadziesiąt tysięcy na kolejny miesiąc funkcjonowania klubu. Do dzisiaj nie wiem czy przekazanie zespołu miejskiej spółce nie było jednak błędem. Być może trzeba było wytrzymać jeszcze jeden sezon i starać się za wszelką cenę utworzyć spółkę w takiej formule, która pozwalałaby zachować kontrolę na klubem? Wtedy przetrwanie na poziomie II ligi wydawało mi się niemożliwe, od strony finansowej oczywiście. Od strony sportowej pierwszy sezon Zawiszy na centralnym szczeblu rozgrywek wypadł świetnie, bo utrzymaliśmy się bez baraży, ze składem opartym na zawodnikach z regionu. Żaden zespół z naszego regionu nie zrobił tego do dzisiaj. Grająca na poziomie II ligi Olimpia Grudziądz mocno posiłkował się już ogranymi zawodnikami z innych regionów.
Z drugiej strony mogło dojść do zadłużenia klubu, co mogło uniemożliwić powstanie spółki i ściągnąć nas z powrotem gdzieś na regionalny szczebel rozgrywek. Biliśmy się z myślami przez wiele miesięcy. Trudno powiedzieć, czy kiedykolwiek będę miał pewność, że podjęliśmy właściwą decyzję. Czy mogliśmy się spodziewać, że nowym właścicielem zostanie taka a nie inna osoba? Czy powinniśmy to przewidzieć? Czy można było sądzić, że może dojść do takich sytuacji, że łamany będzie ewidentnie statut spółki, który uniemożliwia do dzisiaj zmianę np barw klubu. A przecież jego obecne władze nic sobie z tego nie robią i zrezygnowały z białego. Czy to było naiwne, że spodziewaliśmy się przestrzegania prawa przez zarząd spółki, jakikolwiek by on nie był? Czy mogliśmy się spodziewać, że tolerować to będzie miasto, udostępniając przecież spółce obiekty i dofinansowując klub sporą kasą? I w końcu, czy można było zakładać, że nadejdą kiedykolwiek takie czasy, że całe środowisko kibiców zostanie obrzucone błotem i usunięte na wiele miesięcy ze stadionu? Że członek Rady Nadzorczej spółki nie zostanie wpuszczony na mecz? Władze klubu wpierane przez władze miasta posunęły się tak daleko, że usunęły z obiektów na Gdańskiej nawet grupy młodych piłkarzy SP Zawisza, jak gdyby bydgoscy 10-latkowie mogli być szkodliwi dla interesów nowego właściciela większości udziałów spółki. Obecnie ci bydgoszczanie grają w Sicienku dzięki gościnności i życzliwości wójta tej gminy. To jest skandal, który kiedyś zostanie rozliczony. Jestem przekonany, że przyjdzie na to czas. Tytuł książki: Zmienne koleje losu" jakże pasuje do obecnych czasów. Awans z regionalnych "pastwisk" do centralnych rozgrywek, awans do Ekstraklasy po wielu latach,  mecz Legią przy kilkunastu tysiącach kibiców na trybunach, a za kilka tygodni zmasowana nagonka na "kiboli", bojkot i już 2 lata praktycznie stracone. Co dalej?

Ale tu wracamy do naszej nowej książki. Właśnie w tamtym okresie, prawdopodobnie w 2007 albo 2008 zdałem sobie sprawę, że nad odtworzeniem historii Zawiszy Bydgoszcz pracuje równolegle kilka osób. Ja grzebałem w mojej bazie danych, zacząłem nawet efekty tej pracy pokazywać w internecie jako www.zawisza1946.pl

zawisza1946.pl


Wiedziałem, że intensywnie pracuje nad zbieraniem archiwalnych materiałów Karol Tonder, a w dodatku poznałem Zenona Greinerta, świeżo upieczonego emeryta, z mnóstwem wolnego czasu, który robił to samo. Miał niesamowitą cierpliwość do przeszukiwania bibliotek i archiwów. Udało mi się skontaktować ich ze sobą. Przypadli sobie chyba do gustu, bo kilka lat później ukazała się ich pierwsza wspólna książka o Zawiszy: „Droga do piłkarskiej ekstraklasy. Zawisza Bydgoszcz 1946-1960”, wydana w 2012 roku, a w 2015 "Zmienne koleje losu. Zawisza Bydgoszcz 1961 - 1972".

Chciałby serdecznie polecić Wam lekturę tych książek. Nawet jeżeli nie zdołacie całej jej przeczytać, to w waszym domu znajdą się świetne pozycja z kilkuset unikalnymi zdjęciami. Być może wasze dzieci lub wnuki za wiele lat będą miały możliwość sięgnąć do korzeni WKS-u.

Jeżeli ktoś z Was jest zainteresowany historią Zawisza, a nie kupił jeszcze pierwszego tomu "Droga do piłkarskiej ekstraklasy", obejmującego pierwsze 15 lat historii klubu, to serdecznie zachęcam do zakupu kompletu kolekcjonerskiego obejmującego oba tomy.

Informacje o tym jak nabyć wspomniane komplety znajdują się na stronie zawisza.info.pl


Obecna sytuacja w Zawiszy jest bardzo trudna, ale Stowarzyszenie Piłkarskie Zawisza doprowadziło do skutecznej ochrony prawnej marki Zawisza poprzez Urząd Patentowy.

źródło: zawiszafans.net


Z pewnością cały czas istnieje spora grupa bydgoszczan, która nigdy nie pozwoli na zupełny upadek klubu. Dzisiaj nie ma ich na trybunach. Bojkot trwa już ponad 700 dni, ale Zawisza nie przestał być dla nich bardzo ważny. W tej chwili SP Zawisza skupia się nad umożliwieniem trenowania swoim dzieciakom wyrzuconym z miejskich obiektów. Niedawno zbieraliśmy kasę na montaż oświetlenia dla nich.  Ta pasja nie wygasła, mimo że nie widzi jej chwilowo większość bydgoszczan, nie piszą o tym lokalne media, chociaż to przecież chodzi o młodych bydgoszczan wyrzuconych z bydgoskich, miejskich obiektów. Szkoda.


Na koniec chciałbym zacytować słowa Karola Tondera, jednego z autorów prezentowanej wyżej książki o Zawiszy:

 "Z niecierpliwością oczekuję na wydanie tomu obejmującego okres po 2013 roku, w którym każdemu odpowiedzialnemu za obecną sytuację Zawiszy podziękuje według "zasług" - to ostanie zdanie z jego notki biograficznej na okładce.


Nie chodzi tylko o młodzież z SP Zawisza. Wielu tysiącom bydgoszczan zabrano już dwa lata pozytywnych emocji związanych z dopingowaniem klubu, który powinien być naszym flagowym okrętem w zakresie promocji Bydgoszczy i regionu, a jest kibicowskim pośmiewiskiem gdzie hula sobie wiatr na trybunach. To jest problem poważny. Problemem jest także wydatkowanie miejskich pieniędzy na taki "produkt". Problemem jest również akceptacja przez ratusz naruszania statutu przez władze spółki. Jak możliwe jest, że w takich warunkach, mając anty promocję miasta na pustym stadionie  władze miasta decydują się na przedłużenie umowy na mocy której miejskie miliony dalej trafiają na konto spółki?

Wiele pytań czekających bezskutecznie na logiczną odpowiedź. Mam nadzieję, że kiedyś osoby za to odpowiedzialne poniosą konsekwencje takich działań. Za rok 70-lecie klubu. To będzie prawdopodobnie bardzo smutny jubileusz, bo wielomiesięczny bojkot wygasił w ogóle zainteresowanie Zawiszą.

Portal 90minut.pl podaje, że na meczu Zawiszy z Arką, który w normalnych warunkach byłby hitem I ligi, przyszło w ostatni weekend 200 osób. To pięciokrotnie mniej niż w Suwałkach na mecz Wigier.

źródło: 90minut.pl


Usunięcie najbardziej zagorzałych kibiców ze  stadionu miało podobno zachęcić bydgoszczan do masowego przychodzenia na mecze Zawiszy. Gdzie są ci bydgoszczanie? Piłka potrzebuje emocji, potrzebuje atmosfery. Bez kibiców nie zbuduje się normalnego klubu, a miasto zamiast promocji w kamerach telewizyjnych będzie kupować anty promocję. Dlatego ze swojej strony apeluję do władz miasta o poważne zastanowienie się nad sposobem rozwiązania tego problemu. Jak nic się nie zmieni, to jesienią 2016 napiszę, że minęło właśnie 1000 dni bojkotu. Ale może jednak da się jakoś inaczej zarządzać tą sytuacją niewątpliwie kryzysową?